Plan
Dzień wcześniej byliśmy chwilę na Bałtyku — trzydzieści minut, żeby zobaczyć jak M19 zachowuje się przy normalnym stanie morza. Ale chcieliśmy więcej. Tym razem zaplanowaliśmy cały dzień: krótki powrót na Bałtyk żeby porządnie sprawdzić dzielność łódki, a z powrotem przez Dziwnów i przepłynięcie przez cały Zalew Szczeciński tak daleko jak się da.
Trasa: wyjście na Bałtyk, powrót przez wejście do kanału, następnie przez Zalew Kamiński, przez Wolin, przez cały Zalew Szczeciński aż do betonowca na Dąbiu — i z powrotem tą samą drogą. Prawdziwa wyprawa.

Najpierw — Bałtyk
Wcześnie rano opuściliśmy port w Dziwnowie i skierowaliśmy się na Bałtyk. Było dość ciepło, wiała zachodnia bryza — warunki zachęcające. M19 zachowywała się dobrze na niskich falach, łódka szła z rozmachem pod stały wiatr. Nie obyło się bez kilku rozbryzgów, zwłaszcza przy bardziej otwartej przepustnicy i kursie pod fale. Jak na niewielką łódkę — M19 znakomicie sobie radzi na morzu.
Na Bałtyku spędziliśmy jakieś czterdzieści minut. Wystarczająco, żeby poczuć morze pod kadłubem i nabrać pewności, że łódka da radę. Potem zawróciliśmy i weszliśmy z powrotem przez kanał, żeby zacząć właściwą podróż na południe.

Przez Wolin
Przepływ przez Wolin to jeden z piękniejszych fragmentów trasy w tym rejonie. Płynęliśmy przez samo miasto — mijaliśmy mosty, nabrzeża, porty. Na uwagę zasługuje jedno z nabrzeży, przy którym można przycumować i wybrać się na spacer po mieście. Może następnym razem — tym razem chcieliśmy dotrzeć jak najdalej na wschód, więc płynęliśmy dalej.

W głąb zalewów
Reszta dnia upłynęła pod znakiem prawdziwie łaskawej pogody. Na Zalewie Kamieńskim i na Dziwnej momentami kołysało, bo na tych akwenach wiatr ma się gdzie rozpędzić. Jednak sam Zalew Szczeciński przypominał bardziej stół niż akwen wodny — zupełnie płaska woda. Dla stosunkowo małej łódki, pływanie po akwenie tak szerokim, że z jednej strony nie widać brzegu, robi naprawdę wrażenie. Zalew Szczeciński to nie jest małe jezioro: rozciąga się przez granicę polsko-niemiecką i łączy się z morzem przez Świnę. W taki spokojny dzień jak ten, ma skalę małego śródlądowego morza.
Na szlaku spotkaliśmy kilka dużych jednostek — kontenerowce i barki płynące torem wodnym Szczecin–Świnoujście. Na wodzie obowiązuje prosta zasada: duże statki mają zawsze pierwszeństwo. My trzymaliśmy się krawędzi szlaku i przepuszczaliśmy je z bezpiecznej odległości.

Obiad w Stepnicy
W połowie dnia zatrzymaliśmy się w Stepnicy na obiad. Miasteczko przy wschodnim brzegu zalewu ma spokojną marinę i Tawernę Panorama — knajpę z widokiem na wodę, w której podają rybę prosto z zalewu. Zamówiliśmy rybkę, oczywiście. Po całym poranku na wodzie smakowała wyjątkowo. Nabraliśmy sił, odpoczęliśmy, zatankowaliśmy łódkę i ruszyliśmy dalej — przed nami był jeszcze betonowiec i droga powrotna.
Nowe wyspy
Jedną z nowszych atrakcji zalewu są dwie nowe sztuczne wyspy uformowane we środkowo-wschodniej części akwenu. Powstały całkowicie z materiału wydobytego przy pogłębieniu kanału wodnego Szczecin–Świnoujście — piasek i muł usypany tak wysoko, że wygląda na pełnoprawny ląd. Teraz wyglądają jeszcze surowo, ale za kilka lat będą gęstymi koloniami ptaków: rybitw, kormoranów, mew, czapli.
Już teraz ptactwo wodne ma się tu znakomicie. Woda wokół wysp roi się od ryb, a na płyciznach odpoczywają stada ptaków — ich głośne nawoływania słychać z daleka.

Sieci rybackie
Małym utrapieniem obu zalewów są sieci, czasami niezbyt dobrze oznakowane, dlatego warto trzymać się oznakowanych szlaków. Podczas naszego rejsu dopisała pogoda, ale przy większym falowaniu spostrzec je może być dość trudno. Tutaj chyba po raz pierwszy sternik może docenić ploter nawigacyjny Simrad będący na wyposażeniu naszej M19-tki. Wszystkie szlaki są na nim doskonale oznaczone, dzięki temu dokładnie wiadomo gdzie jesteśmy i którędy prowadzi szlak wodny.

Betonowiec
Naszym punktem docelowym był betonowiec — betonowy statek Ulrich Finsterwalder, który od czasów Drugiej Wojny Światowej powoli zapada się w płyciźnie koło Dąbia. Widok jest spokojny i trochę surrealistyczny: ogromna szara bryła w połowie zanurzona, pokryta znakami czasu, roślinnością, stanowiąca ostoję dla wielu ptaków.
Podpłynęliśmy dość blisko. Na wraku siedziały ptaki i krzyczały głośno — najwyraźniej nie byliśmy mile widziani na ich terytorium. Zrobiliśmy dwa kółka dookoła, chwila na zdjęcia i chwila na ten trochę nostalgiczny widok — ogromna konstrukcja, która dawno straciła swoje przeznaczenie, ale zyskała nowe. Potem czas ruszać w drogę powrotną.

Droga powrotna
Wracaliśmy tą samą trasą. Pogoda się nie zmieniła — niebo wciąż zasnute, więc zachodu słońca tego dnia nie było nam dane zobaczyć. Za to spokojnie i ciepło. Na Zalewie Kamieńskim woda była już delikatnie rozbujana, ale przy odpowiedniej prędkości nie stanowiło to problemu.
Na odcinku od Wolina do Zalewu Kamieńskiego widoczne były współczesne wiatraki — stojące daleko na lądzie, ale tak wysokie, że z wody dało się je bez trudu dostrzec. Z perspektywy łódki wyglądają jak olbrzymy na horyzoncie — ciekawy kontrast z sielskim krajobrazem zalewu.
Do portu wróciliśmy tuż przed zachodem. Cały dzień na wodzie.

Dzień wart zapamiętania
Pomimo dość długiej trasy, wycieczka nie nużyła się. Było sporo czasu na pływanie w ślizgu na otwartych wodach, gdzie nikomu nie przeszkadzał warkot silnika. Różnorodny krajobraz, świeże powietrze, delikatnie zachmurzone niebo, płaska woda, dobre jedzenie w Stepnicy, trasa długa na tyle, żeby czuć się jak na prawdziwej podróży. Cały dzień na wodzie wywietrzy głowę w sposób, którego nic innego nie zastąpi.
Zalew Szczeciński to chyba jedyne miejsce w Polsce gdzie można doświadczyć pływania na śródlądziu, po tak dużym akwenie — ze środka nie widać żadnego brzegu — w morskim klimacie: duże statki, infrastruktura nawigacyjna, oznakowane tory wodne. Wrażenia z takiego dnia zostają z tobą naprawdę bardzo długo. Cieszymy się, że byliście z nami!